2020-08-26

Zatrzymany mieszkaniec Mińska zdołał nagrać przerażające wideo w więźniarce. Oto ono.

26 sierpnia 2020 | Katerina Borisevich, TUT.BY
Zdjęcie ma charakter poglądowy.
Source: Daria Buryakina, TUT.BY

Dzianis Hiermanaŭ był pewien: wideo, które udało mu się nagrać przed zatrzymaniem i podczas pobytu w więźniarce znajdą na Akrescina i usuną, a kamery z pewnością nie oddadzą z powrotem. Ale kiedy po uwolnieniu przyszedł do aresztu odebrać swoje rzeczy, okazało się, że wśród nich leży kamera. Po powrocie do domu włączył ją i zobaczył na wideo urywek ze swojego życia. Okrutny i przerażający.

Dzianis Hiermanaŭ włącza film, zakrywa twarz dłońmi i płacze. Po raz drugi w trakcie naszej rozmowy. Oglądamy te nagrania w milczeniu.

„Tego dźwięku, dźwięku pałek, nigdy nie zapomnę.” – Zapala kolejnego papierosa. Mówi, że wieczorem 10 sierpnia został zatrzymany na Alei Pieramožcaŭ. Stał w „łańcuchu solidarności”, a gdy nadbiegł OMON, podniósł ręce do góry, nie stawiał oporu, nie przeklinał, nie chwytał nikogo za mundur.

Redakcja TUT.BY uzyskała pełną wersję filmu – na wypadek, gdyby ktoś powiedział: „Skąd wiadomo, co się działo przed aresztowaniem”. Dzianis pokazuje pełną wersję, a materiał z więźniarki potwierdzają słowa innych zatrzymanych: byli bici to tak mocno, że niektórzy mężczyźni płakali.

„Chłopaki, (…) czy wyście oszaleli? (…) W czym problem? Nie rozumiem. Za co? Ja niczym nie rzucałem [dźwięk uderzeń pałkami]”, – pyta się mężczyzna, którego zatrzymali funkcjonariusze OMONu i wrzucają do więźniarki razem z innymi mężczyznami.

„Na podłogę! Je… łbem w dół, na ch… Na podłogę, szybko!” – krzyczą ludzie w czarnym.

„Ja też?”

„Tak, twarzą w dół!”

„Proszę (…)” 

„Ręce za głowę!”

„Chłopaki, ja jadę z pracy”, – próbuje wyjaśnić jeden z zatrzymanych.

„Twarzą w dół, na ch… Ręce za głowę! [dźwięk uderzeń pałkami] Wk…cie już, na ch…”

„Poważnie, jadę z pracy, rozumiesz, jadę z pracy”, – mężczyzna prawie płacze.

„K…а [do więźniarki wrzucają nowych zatrzymanych]. W dół, na ch… Ręce za głowę [dźwięk uderzeń pałkami].”

„Co wy robicie?” [uderzenia pałkami nie przestają]

„(…) Mordą w dół, ni ch…” – dalej krzyczą ludzie w czarnym.

„Za co? Ja wracałem z pracy”, – płacze mężczyzna.

„Stul pysk, na ch… [uderzenia pałek, do kogoś z zatrzymanych dzwonią, słychać melodię]. Co ty płaczesz, k… bohater, na ch… Powiedziałem, ma być cicho, k… [coś jest przekazywane przez radio, znowu uderzenie pałkami] Macie, k…, szczury! Zara, k…, przyjdą, ogolą ci łeb, na ch… (…) Pie… , ch… k…, się patrzysz! [słychać szlochanie, uderzenie pałkami, dalej same wulgaryzmy]. Ty za ch… się nie położysz? [w więźniarce są nowi zatrzymani] Wchodź, k…, tutaj, na ch… Kładziemy się na dół, k…”

„Kładę się ryjem w dół” – odpowiada ktoś spokojnie. „(…) Okej, wszyscy leżymy, jest ok?”

„Zamknij ryj. Na ziemię, k..!!!” [uderzenia pałkami]

„K… Boli. Zdejmij. Mam złamaną nogę”, – w ten moment mężczyźni są układani w więźniarce jeden na drugim i, widocznie, na rannego zatrzymanego rzucani są pozostali. „(…) Powiedz, że nie ma gdzie, dużo się uzbierało [wulgaryzmy].”

„No już, dobra, tutaj jest pełno. (…) Obróć się głową w dół, k… Ręce z tyłu, za głowę. Jeżeli zobaczę…” – na tym film się urywa.

„Na Akrescina ludzie po prostu wyli, byli bici na śmierć

Dzianis Hiermanaŭ sam nie wie, dlaczego do kieszeni swojej bluzy postanowił przypiąć kamerę, kiedy wieczorem 10 sierpnia wyszedł na protest na Aleję Pieramožcaŭ. Kamera jest niewielka, prawdopodobnie nie została zauważona w ciemności, więc nadal działała, stwierdza mężczyzna. Kiedy więźniarka podjechała do aresztu śledczego na Akrescina, Dzianis zrozumiał: trzeba coś z nią zrobić.

„Odpiąłem szpilkę, którą kamera była przypięta, a samą kamerę włożyłem do skarpety. Gdyby znaleźli kamerę, zabiliby mnie” – mówi 48-letni mieszkaniec Mińska. „Potem kazali nam wyciągać sznurówki z butów, włożyć rzeczy do torby, był półmrok. Wtedy zębami wyrwałem baterię, włożyłem zapalniczkę, papierosy, klucze, kamerę do torby. Kiedy cztery dni później zostałem wypuszczony, przyszedłem do aresztu śledczego, żeby zabrać rzeczy. Okazało się, że wśród rzeczy leży kamera.”

Rzeczy, które Dzianis zabrał z Akrescina. Wśród nich – kamera.
Source: Denis Germanov

Dźwięki uderzeń pałkami Dzianis nazywa „dzikimi”.

„Na Akrescina ludzie po prostu wyli, byli bici na śmierć” – podkreśla mężczyzna.

Według słów Dzianisa, został pobity trzy razy: w trakcie zatrzymania, w więźniarce i kiedy przywieziono go do aresztu śledczego.

„W nocy nas nie wyprowadzano (inni zatrzymani mówią o tym, że po nocach na spacerniaku byli bici przez OMON. – przyp. TUT.BY) od początku umówiliśmy się, żeby siedzieć cicho, nie uderzać w drzwi. Trzy dni później był sąd, dali mi 12 dni odsiadki. I tego samego dnia, kiedy już brakowało miejsc w areszcie, wyprowadzono nas z celi, cztery godziny klęczeliśmy, siedzieliśmy na tyłku. Później zatrzymanych załadowano do czterech więźniarek, ruszyliśmy. Dokąd? Nie wiedzieliśmy. Krążyły plotki: albo do Żodzina, albo do Słucka. Przyjechaliśmy, a tam psy, stoją ludzie z karabinami w mundurach, zrozumiałem, że to są wojska wewnętrzne. Spojrzałem na plakat, a tam jest coś w stylu: „trzeźwość to nowy styl życia”. Rozumiem, nie jesteśmy w Żodzinie, to jest ośrodek leczniczo-wychowawczy w Słucku. Przysięgam, żaden kij tam nie machnął. Od razu zaprowadzono nas pod gorący prysznic, to było po prostu fantastyczne”, – Dzianis po raz pierwszy się uśmiecha. ”Wszystko było w porządku, przyszedł lekarz wojskowy. Nie mogliśmy zrozumieć, co się dzieje, myśleliśmy, że to raj: zobaczyliśmy materace, dano nam pościel, mydło, pozwolono nam zapalić, nakarmiono nas. Byliśmy wzywani dokądś według nazwisk, i nikt nie mógł zrozumieć, czy to dobrze, czy źle. Zostało 69 osób, kiedy przyszedł chorąży: „Сhłopaki, wszyscy wracacie do domu. Czekają na was wolontariusze”.”

Dzianis zaczyna płakać. Mówi, że te momenty były bezcenne: zostali przywitani  jedzeniem, gorącymi napojami, dano im papierosy i zawieziono do domu do Mińska.

Zdjęcie ma charakter poglądowy.
Source: Wadim Zamirowski, TUT.BY

„Krzyczałem: „Ludzie, dziękuję, że jesteście!”. Przez te dwa dni nikt mnie nie mógł znaleźć, a później o mnie się dowiedzieli wolontariusze, przyjechali do mojego mieszkania i na drzwiach zawiesili kartkę, że jestem żywy i zdrowy, jestem na Akrescina” – mówi Dzianis. „Jeszcze przed sądem policjant podszedł do celi, otworzył karmnik i zapytał, czy się zgadzam z orzeczeniem, czy nie. Były dwie opcje. Jeśli się nie zgadzasz – 50/50, że znowu dostaniesz pałkami, a maksymalny okres to 25 dni aresztu. Jeśli się zgadzasz – od 10 do 15 dni. Pan rozumie, takie było wrażenie, jak gdybyśmy byli mordercami. Jak wchodziłem na czwarte piętro, oprócz schodów, nic więcej nie widziałem, nie wolno było podnieść głowy: „Niżej, niżej głowę! Ręce wyżej i biegiem!”. W pobliżu ludzie chodzą w cywilu, w mundurach milicjantów, nikogo to nie obchodzi. I biegiem wszedłem do sali rozpraw, pani sędzia była w masce, nie podnosiła oczu. Zgodziłem się, że byłem na akcji, ale powiedziałem, że nikogo nie obrażałem, nie atakowałem, nie robiłem niczego nielegalnego, pani sędzia odparła: „To nie ma znaczenia”. Wciąż nie mam kopii protokołu, orzeczenia sądu, dostałem tylko ostrzeżenie, że następnym razem czeka mnie odpowiedzialność karna. Poprosiłem o zaświadczenie do pracy z informacją, gdzie byłem przez te dni. Dodatkowo, za każdy dzień jestem winien państwu 13,5 rubla za jedzenie, a dostaliśmy bochenek chleba na 66 osób i wodę.”

Po pobycie w areszcie śledczym Dzianis poszedł do szpitala. W zaświadczeniu lekarskim widnieje następująca diagnoza: „Krwiak podskórny tylnoprzyśrodkowy prawego uda oraz przedniej powierzchni lewego uda”. Dzianis zamierza złożyć podanie do Komitetu Śledczego, chce pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy go byli, a także zamierza zaskarżyć decyzję sądu.  

TUT.BY wysłał nagranie do Generalnego Zarządu Spraw Wewnętrznych Komitetu Wykonawczego w Mińsku i Prokuratury Generalnej.

„Nie mamy prawa komentować działań swoich podwładnych” – mówi Natalla Hanusievič, rzeczniczka Generalnego Zarządu Spraw Wewnętrznych w Mińsku.

Prokuratura Generalna odmówiła komentarza.